Tanie rachunki i sieci

Rachunek za prąd i ciepło mówi o państwie więcej niż niejeden program wyborczy. Pokazuje, kto naprawdę ponosi koszty energetyki: rodzina, która dogrzewa jeden pokój, czy koncern, który w latach drogiej energii księgował rekordowe zyski. Razem odpowiada na to prostą regułą: ceny prądu i ciepła dla gospodarstw domowych nie powinny rosnąć szybciej niż najniższa emerytura — nie „najniższe świadczenia" w ogóle, lecz konkretny, co roku ustalany przez państwo wskaźnik emerytury minimalnej. Za tą regułą stoją dwa warunki, bez których pozostanie ona pobożnym życzeniem: zmodernizowane sieci przesyłowe i dystrybucyjne, którymi tania energia w ogóle ma czym dopłynąć do gniazdka, oraz tania energia u źródła — z atomu i OZE — bo najskuteczniejsza osłona przed ubóstwem energetycznym to niski rachunek, a nie dopłata do wysokiego. Poniżej rozkładamy te trzy wątki na czynniki pierwsze, z liczbami i odnośnikami do źródeł.

Dlaczego cena prądu to sprawa polityczna, a nie tylko rynkowa

Prąd i ciepło warunkują godne życie w tym samym stopniu co woda z kranu. Kto nie może ogrzać mieszkania do zdrowej temperatury albo płaci za to rachunkiem pochłaniającym zbyt dużą część dochodu, ten żyje w ubóstwie energetycznym — a to nie margines. W zależności od przyjętej miary doświadczało go w Polsce od 3 do nawet 30% gospodarstw domowych, a według stanowiska Razem ponad 4,5 miliona osób. Rozpiętość „od 3 do 30" nie jest błędem statystyki, lecz efektem różnych definicji: inaczej liczy się udział wydatków na energię w dochodzie, a inaczej deklarowane niedogrzanie. Wszystkie miary zgadzają się jednak co do jednego — problem dotyczy milionów, nie promili.

Wysokie ceny energii działają przy tym jak podatek regresywny: im niższy dochód, tym większa jego część znika w rachunkach, bo lodówka i grzejnik nie wiedzą, ile kto zarabia. Część ludzi nie skarży się przy tym na zimno — po cichu ogranicza ogrzewanie do granic zdrowia, i to tak zwane ukryte ubóstwo energetyczne w żadnym rachunku nie wygląda dramatycznie, a realnie skraca życie. Dlatego cena energii jest kwestią polityczną, za którą państwo odpowiada przed obywatelami — a nie łaską rynku, którą można wzruszyć ramionami. Woda z kranu ma swoją taryfę i swojego regulatora właśnie dlatego, że jest dobrem pierwszej potrzeby; z prądem i ciepłem jest tak samo, tylko debata publiczna wciąż udaje, że to zwykły towar. Pełny obraz skali zjawiska i jego różnych miar rozkładamy w tekście o ubóstwie energetycznym, czyli o tym, gdy nie stać cię na ogrzanie mieszkania.

O ile drogi jest dziś polski prąd

Debata o rachunkach przez lata żyła w cieniu mrożenia cen. Po jego wygaśnięciu prezes Urzędu Regulacji Energetyki zatwierdził na 2026 rok taryfę sprzedaży energii dla gospodarstw domowych na poziomie 495,16 zł/MWh. Licząc według parytetu siły nabywczej, w drugiej połowie 2025 roku polskie gospodarstwa płaciły za prąd trzecią najwyższą cenę w całej Unii Europejskiej. To nie jest kraj taniej energii — to kraj, w którym drogą energię dodatkowo mrozi się doraźnie, a potem odmraża z hukiem, przerzucając całą niepewność na budżety domowe.

Uczciwość wymaga jednego zastrzeżenia. Unijne badania ankietowe, w których respondenci sami deklarują, czy stać ich na ogrzanie domu, dają Polsce wynik łagodniejszy niż miary liczące realny udział wydatków na energię w dochodzie. Obie metody opisują co innego — pierwsza łapie także tych, którzy płacą rachunki kosztem jedzenia i leków, a w ankiecie do problemu się nie przyznają. Od przyjętej miary zależy podana skala zjawiska, nigdy jego istnienie.

Osłona ma tę niepewność zdjąć. Zasadę sformułowała Rada Krajowa Razem już w 2021 roku, przed wielkim szokiem cenowym, i opiera się ona na trzech filarach. Po pierwsze, ceny energii elektrycznej i cieplnej dla gospodarstw rosną co najwyżej w tempie emerytury minimalnej — wskaźnika, który państwo i tak co roku ustala, więc reguła jest przejrzysta i sprawdzalna. Po drugie, osłona obejmuje zużycie nieprzekraczające przeciętnego, liczonego z poprzednich lat: chroni normalnie funkcjonujący dom, a kto zużywa dwa razy tyle, za nadwyżkę płaci pełną cenę. Po trzecie, kosztami programu obciążone zostają spółki sektora paliw kopalnych — te same, które przez dekady zarabiały na modelu energetyki odpowiadającym dziś za wysokie ceny i emisje. Skąd wziąć na to pieniądze, partia dopowiada w kolejnych dokumentach: Deklaracja programowa 2025 zapowiada podatek od nadzwyczajnych zysków (windfall tax), a stanowisko o kierunkach rozwoju energetyki kieruje jego wpływy na pulę bezpłatnej energii, dzieloną między gospodarstwa według wielkości i rodzaju ogrzewania. Dlaczego tania energia jest obowiązkiem państwa, a nie łaską rynku, rozwijamy osobno: rachunek za prąd a obowiązki państwa.

Czy da się mieć tanie rachunki bez naprawy sieci

Nie. Można wybudować bloki jądrowe i postawić wiatraki, ale prąd musi jeszcze dopłynąć do gniazdka — a droga, którą płynie, jest w Polsce najsłabszym ogniwem całego systemu. Według stanowiska Razem większość elementów sieci dystrybucyjnych niskiego i średniego napięcia przekroczyła 25 lat, a inwentaryzacja branżowa pokazuje, że 42% linii 110 kV, 37% linii średniego napięcia i 31% linii niskiego napięcia ma ponad 40 lat. Ta starość kosztuje podwójnie. Raz — bo straty energii w sieciach dystrybucyjnych sięgnęły 3,56% w 2024 roku, ponad dwukrotnie więcej niż na sprawnym piętrze przesyłowym; każda zmarnowana megawatogodzina ląduje w rachunkach odbiorców. Dwa — bo przestarzała sieć nie przyjmuje nowych, tanich źródeł: w latach 2023–2024 operatorzy wydali łącznie 15 277 odmów przyłączenia dla źródeł o mocy przekraczającej 157 GW.

Sieć ma przy tym wymiar najbliższy codzienności, o którym łatwo zapomnieć, patrząc tylko na cenę samego prądu. Opłata dystrybucyjna i koszt strat sieciowych to spora część każdego rachunku — marnotrawstwo energii w wysłużonych liniach płacimy wszyscy, co miesiąc, niezależnie od tego, jak tanio wyprodukowano megawatogodzinę u źródła. Można więc mieć najtańszą elektrownię w regionie i wciąż drogi rachunek, jeśli po drodze ginie kilka procent energii, a operator co rusz musi łatać awarie zamiast planowo modernizować.

Polska sieć została zaprojektowana pod zupełnie inną energetykę: kilkadziesiąt wielkich elektrowni węglowych na południu, pchających prąd w jedną stronę. Odnawialne źródła powstają tam, gdzie wieje i świeci — często na końcach najsłabszych odgałęzień. Sieć musi nauczyć się pracy w obie strony, z tysiącami rozproszonych wytwórców. Plany naprawcze istnieją i liczone są w setkach miliardów — ponad 64 mld zł w planie rozwoju sieci przesyłowej do 2034 roku i 129,5 mld zł nakładów operatorów dystrybucyjnych do 2030 roku — pytanie brzmi, czy ktokolwiek spina je w jedną strategię z budową nowych źródeł. Cały ten wątek rozwijamy w tekście o sieciach jako najsłabszym ogniwie polskiej energetyki. Modernizacja sieci przesyłowej i dystrybucyjnej stoi zresztą w Deklaracji programowej Razem w tym samym punkcie co budowa co najmniej ośmiu bloków jądrowych o mocy minimum 12 GW — sieć jest częścią planu, nie dodatkiem do niego.

Czy osłona wystarczy, jeśli energia u źródła zostaje droga

Sam program osłonowy jest, jak przyznaje stanowisko z 2021 roku, narzędziem doraźnym. Trwale tanie rachunki wymagają przebudowy systemu — czystych i tanich źródeł, sprawnych sieci, mniejszego zapotrzebowania. Najskuteczniejsza osłona przed ubóstwem energetycznym to niski rachunek u źródła, a nie dopłata do wysokiego. Dlatego reguła „nie szybciej niż emerytura minimalna" chroni ludzi w krótkim okresie, kupując czas na to, co daje efekt trwały: energetykę opartą o atom i OZE oraz sieci zdolne tę energię rozprowadzić bez marnotrawstwa. Osłona bez taniego źródła to bieżnia — państwo dopłaca coraz więcej, żeby stać w miejscu.

Ta sama logika łączy rachunek z transformacją. Odejście od węgla nie może uderzyć w ludzi pracy: Razem wiąże je z zasadą „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle", w tym samym regionie. Bez tej gwarancji transformacja rozłamuje się na dwie Polski — jedną, która na czystej energii zyskuje, i drugą, która płaci za nią utratą pracy i całych lokalnych gospodarek. Razem odrzuca ten podział: państwo bierze odpowiedzialność za to, żeby przebudowa systemu energetycznego nie odbyła się kosztem tych, którzy przez dekady ten system utrzymywali przy życiu. Tania energia, sprawna sieć i sprawiedliwa transformacja to trzy boki jednego trójkąta — wyjmij którykolwiek, a rachunek zwykłego człowieka znów pójdzie w górę.

Co proponuje Razem

  • Rachunki rosną najwyżej w tempie emerytury minimalnej — prosta, sprawdzalna reguła dla cen prądu i ciepła gospodarstw domowych, obejmująca zużycie do poziomu przeciętnego (stanowisko ws. podwyżek cen energii, 2021).
  • Koszty osłon ponoszą spółki paliw kopalnych, nie budżety domowe, a podatek od nadzwyczajnych zysków (windfall tax) finansuje pulę bezpłatnej energii dzieloną między gospodarstwa według ich wielkości i rodzaju ogrzewania.
  • Modernizacja obu pięter sieci — przesyłowej i dystrybucyjnej — jako warunek taniej i pewnej energii, wraz z wdrożeniem inteligentnych sieci przy okazji wymiany wysłużonych linii.
  • Tania energia u źródła z atomu i OZE jako najtrwalsza osłona przed ubóstwem energetycznym, w powiązaniu z termomodernizacją i redukcją zużycia w domach najmniej zamożnych.
  • Sprawiedliwa transformacja według zasady „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle", żeby przebudowa systemu nie odbyła się kosztem ludzi pracy.

Źródła i dalsza lektura

Najczęstsze pytania

Jaki jest postulat Razem dotyczący cen prądu i ogrzewania dla gospodarstw domowych?

Razem postuluje, żeby ceny prądu i ciepła dla gospodarstw domowych nie rosły szybciej niż najniższa emerytura, dla zużycia nieprzekraczającego przeciętnego, a koszty tej osłony ponosiły spółki sektora paliw kopalnych. Sama partia zastrzega, że program osłonowy jest rozwiązaniem doraźnym — trwale tanie rachunki ma dać dopiero miks oparty na atomie i OZE (stanowisko Rady Krajowej ws. podwyżek cen energii, 2021).

Ile osób w Polsce dotyka ubóstwo energetyczne według Razem?

Według stanowiska Razem ponad 4,5 miliona osób w Polsce cierpi z powodu ubóstwa energetycznego, choć w zależności od przyjętej miary szacunki wahają się od 3 do nawet 30% gospodarstw domowych (stanowisko „Kierunki rozwoju polskiej energetyki" — liczba 4,5 mln; rozpiętość 3–30% za PIE).

Dlaczego Razem stawia modernizację sieci na równi z budową bloków jądrowych?

Razem stawia modernizację sieci przesyłowej i dystrybucyjnej w tym samym punkcie programu co budowę 8 bloków jądrowych — bez niej ani atom, ani OZE nie dostarczą taniego prądu tam, gdzie jest potrzebny (deklaracja programowa 2025).

Ceny prądu i ciepła nie mogą rosnąć szybciej niż najniższa emerytura

Ponad 4,5 miliona osób w Polsce cierpi z powodu ubóstwa energetycznego, a po wygaśnięciu mrożenia cen taryfa na 2026 rok wynosi 495,16 zł/MWh. Razem traktuje przystępną cenowo energię jako prawo i proponuje prostą zasadę: ceny prądu i ciepła dla gospodarstw domowych (dla zużycia nieprzekraczającego przeciętnego) nie rosną szybciej niż emerytura minimalna, a koszty osłon ponoszą spółki paliw kopalnych.

Tanie rachunki i sieci

Sieci: najsłabsze ogniwo polskiej energetyki

Można wybudować bloki jądrowe i postawić wiatraki, ale prąd musi jeszcze dopłynąć do gniazdka. Większość elementów sieci dystrybucyjnych niskiego i średniego napięcia w Polsce przekroczyła 25 lat, straty na przesyle i dystrybucji są o ponad 20% wyższe niż średnia UE, a operatorzy w latach 2023–2024 wydali ponad 15 tysięcy odmów przyłączenia nowych źródeł. Razem stawia sprawę jasno: modernizacja sieci to warunek całej transformacji.

Tanie rachunki i sieci