Sprawiedliwa transformacja

Odejście od węgla jest przesądzone — zdecydują o nim koszty uprawnień do emisji, wiek bloków, klimat i zdrowie, nie deklaracje polityków. Otwarte pozostaje jedno pytanie: kto poniesie rachunek. Razem odpowiada, że nie górnicy i nie regiony węglowe zostawione same sobie. Transformacja ma być zaplanowana przez państwo, rozpisana na lata i sprawiedliwa społecznie — nowe źródła wchodzą, zanim wygaszane są stare, a za każde likwidowane miejsce pracy powstaje nowe. Taka transformacja się powiedzie, bo ma po swojej stronie ludzi, których dotyczy. Przeprowadzona ponad ich głowami skończy się oporem i klęską — i słusznie.

Dlaczego odejścia od węgla nie da się już odwlec?

Węgiel przegrywa ekonomicznie i zdrowotnie, niezależnie od tego, co o tym sądzimy. W 2024 roku odpowiadał wciąż za 56,2% polskiej produkcji energii elektrycznej, a OZE za 29,4%, ale bloki się starzeją: według stanowiska Razem „Kierunki rozwoju polskiej energetyki" do 2030 roku trzeba wymienić urządzenia produkujące prąd o łącznej mocy prawie 20 GW — ponad połowę mocy krajowych elektrowni. Doliczmy zdrowotną cenę spalania: zanieczyszczone powietrze, w dużej mierze z domowych pieców i energetyki węglowej, odpowiada w Polsce za około 43 tys. przedwczesnych zgonów rocznie. Odejście od węgla jest więc jednocześnie polityką zdrowia publicznego — szczegółowo, dlaczego smog zaczyna się przy domowym piecu, rozkłada siostrzany serwis w tekście ile osób zabija smog.

Program partii nie udaje, że da się to odłożyć. Deklaracja programowa mówi wprost, że Razem to „państwo, które bierze odpowiedzialność za sprawiedliwą transformację i odpowiedzialne odejście od paliw kopalnych". Sens słowa „odpowiedzialne" jest tu techniczny: najpierw powstają nowe zdolności wytwórcze i sieci, dopiero potem gasną bloki węglowe. Kolejność decyduje o bezpieczeństwie energetycznym — rozwijamy to w tekście o odpowiedzialnym odejściu od węgla.

Co się stanie z górnikami i ich miastami?

Za każdym megawatem wygaszanej mocy stoją załogi i miasta, które żyją z ich wypłat. Według Agencji Rozwoju Przemysłu w połowie 2024 roku górnictwo węgla kamiennego zatrudniało około 75 tys. osób, a Instytut Badań Strukturalnych szacował, że w 2019 roku sektor dawał pracę 83 tys. osób, z czego 89% na Śląsku. To nie są liczby, które można potraktować jako statystyczny margines transformacji.

Odpowiedź Razem jest zapisana w deklaracji programowej jako twarda zasada: „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle". Pracownikom wygaszanych przedsiębiorstw partia gwarantuje dobrze opłacaną pracę w tym samym regionie, kursy przekwalifikowujące i wsparcie materialne na czas zmiany. Nie chodzi o zasiłek ani o roboty publiczne, lecz o pełnoprawne etaty — „znaczna część z nich będzie w nowym państwowym przemyśle", precyzują „Kierunki". Skąd wezmą się te miejsca pracy, tłumaczymy w tekście o gwarancji zatrudnienia w sprawiedliwej transformacji: z inwestycji, które i tak trzeba wykonać — ociepleń, montażu instalacji, robót przy sieciach, budowy nowych mocy. Ta sama logika łączy energetykę z całym rynkiem pracy, gdzie Razem walczy o godną płacę minimalną i jawność wynagrodzeń — bo „dobrze opłacana praca" z deklaracji musi mieć pokrycie w konkretnych warunkach zatrudnienia.

Gwarancja zatrudnienia bywa zbywana jako drogi socjal. Stanowisko Rady Krajowej Razem w sprawie kryzysu inflacyjnego z 2022 roku opisuje ją odwrotnie — jako narzędzie, które czyni transformację tańszą. Prace organizowane w jej ramach (termomodernizacja, przydomowa fotowoltaika, energooszczędne budownictwo) zmniejszają popyt na energię, a przez to jej cenę; oferowane lokalnie ograniczają wydatki na paliwo i dojazdy. Państwo płaci raz — za pożyteczną robotę — zamiast dwa razy, osobno za zasiłki i skutki bezrobocia, osobno za wykonawców tych samych zadań.

Jak nie powtórzyć Wałbrzycha?

Polska raz już przeszła transformację robioną bez planu. Po likwidacji kopalń w Wałbrzychu w latach 90. pracę straciło około 14 tys. górników, a bezrobocie w mieście sięgnęło 38–40%. Kopalnie zamknięto szybko, osłony wygasły po kilku latach, nowych zakładów nie postawił nikt — częścią lokalnego krajobrazu stały się biedaszyby, gdzie ludzie pozbawieni etatów kopali węgiel na własną rękę, bez żadnych zabezpieczeń. Miasto zapadło się gospodarczo na dekady.

Wałbrzych jest w tej opowieści przestrogą, bo wszystko poszło tam odwrotnie, niż powinno. Kopalnia czy elektrownia utrzymuje w regionie także handel, usługi i budżety gmin — to, co ekonomiści nazywają monokulturą gospodarczą. Zamknięcie jej bez alternatywy wywraca całą lokalną gospodarkę, a rachunek za to i tak trafia do budżetu państwa: rozłożony na dziesięciolecia zasiłków, wyludnienia i kosztów zdrowotnych. Sprawiedliwa transformacja odwraca tę kolejność — najpierw nowe miejsca pracy, potem wygaszanie starych. Dlatego program transformacji ma być rozpisany dla każdego regionu na nie mniej niż 20 lat i tworzony w porozumieniu z lokalnymi partnerami społecznymi, a nie ogłaszany odgórnie.

Kto zbuduje to, co ma zastąpić węgiel?

Lukę po węglu trzeba czymś zapełnić, i to szybko. Razem stawia na duże elektrownie jądrowe oraz OZE: co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW, do tego modernizacja sieci. Najszybszym i najtańszym źródłem pod ręką jest jednak wiatr na lądzie. Na początku 2026 roku polskie farmy miały 10,7 GW mocy i przyrastały ledwie o ok. 4% rocznie, choć globalny koszt energii z nowego lądowego wiatru spadł do 34 dolarów za megawatogodzinę — mniej niż z jakiegokolwiek źródła kopalnego. Zablokowała go ustawa odległościowa z 2016 roku. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej wylicza, że przy złagodzeniu przepisów potencjał rośnie z 22,2 GW do 41,4 GW do 2040 roku — niemal drugie tyle mocy, zgodnie z kanoniczną oceną Razem, że moce wiatru na lądzie „mogą zostać nawet podwojone". Jak odblokować te inwestycje z poszanowaniem dla społeczności lokalnych i przyrody, opisujemy w tekście o wietrze na lądzie.

Takich mocy nie zbuduje sam rynek. Elektrownia jądrowa zwraca się po kilkudziesięciu latach, sieć przesyłowa jeszcze później — to inwestycje o horyzoncie, którego prywatny kapitał nastawiony na szybki zysk nie podejmie. Program Razem nazywa problem wprost: strategiczne inwestycje trzeba robić tam, gdzie zależy od nich przyszłość kraju, a nie tam, gdzie rynek widzi okazję. Stąd postulat państwowego planu rozwoju i jednego funduszu, który spina kluczowe inwestycje zamiast rozpraszać je po dziesiątkach programów — rozwijamy to w tekście o państwowym planie rozwoju.

Skąd wziąć na to pieniądze?

Największą barierą nie są dziś pieniądze, lecz reguła. Artykuł 216 Konstytucji RP zakazuje zaciągania długu, który przekroczyłby 3/5 wartości rocznego PKB. Przepis działa jak hamulec zaciągnięty na stałe — jednakowo wobec pożyczek na bieżącą konsumpcję i wobec finansowania elektrowni, które będą oddawać prąd przez sześćdziesiąt lat. Razem chce znieść ten uznaniowy limit, bo blokuje on inwestycje o długim okresie zwrotu. Ekonomia stoi tu po stronie inwestora publicznego: badanie na danych gospodarek rozwiniętych pokazuje, że zwiększenie inwestycji publicznych o 1 punkt PKB podnosi produkt o około 0,4% w tym samym roku i o około 1,5% po czterech latach — dobrze wydany kapitał powiększa mianownik, od którego liczy się dług do PKB.

Drugie źródło to pieniądze, które już mamy, a marnujemy. Aukcje uprawnień do emisji CO₂ przynoszą Polsce miliardy — 5,42 mld euro w 2023 roku i 3,84 mld euro w 2024 — które według „Kierunków" są „rozmywane" w budżecie zamiast pokrywać koszty transformacji. Razem chce skierować całość tych wpływów na zmniejszenie emisji, z koncentracją na modernizacji energetyki. Trzeci element to koordynacja: jeden państwowy fundusz spinający inwestycje w nowy przemysł, infrastrukturę i technologie. Jak te trzy ruchy działają razem, pokazujemy w tekście o państwowym funduszu inwestycji energetycznych.

Kto zapłaci rachunki w czasie przejścia?

Transformacja rozłoży się na lata, a ludzie płacą rachunki co miesiąc. Po wygaśnięciu mrożenia cen taryfa na 2026 rok wynosi 495,16 zł/MWh, a licząc według siły nabywczej polskie gospodarstwa płaciły w drugiej połowie 2025 roku trzecią najwyższą cenę prądu w Unii. Według „Kierunków" ponad 4,5 miliona osób w Polsce cierpi z powodu ubóstwa energetycznego. Razem traktuje przystępną cenowo energię jak prawo i proponuje prostą regułę: ceny prądu i ciepła dla gospodarstw domowych, dla zużycia do poziomu przeciętnego, nie rosną szybciej niż emerytura minimalna, a koszty osłon ponoszą spółki paliw kopalnych. Mechanizm rozkładamy w tekście o tanich rachunkach jako obowiązku państwa.

Co proponuje Razem

Uruchomimy programy dla grup zawodowych i regionów, które dziś zależne są od konwencjonalnych źródeł energii. Pracownikom wygaszanych przedsiębiorstw zagwarantujemy dobrze opłacaną pracę w tym samym regionie, w myśl zasady „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle”.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Polska z atomu, krzemu i stali”, partiarazem.pl
  • Odpowiedzialne, zaplanowane odejście od paliw kopalnych — nowe źródła wchodzą, zanim wygaszane są stare, a bezpieczeństwo energetyczne jest utrzymane przez cały proces.
  • Zasada „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle" — gwarancja dobrze opłacanej pracy w tym samym regionie, kursy przekwalifikowujące i wsparcie materialne na czas zmiany.
  • Programy dla regionów zależnych od konwencjonalnej energetyki, rozpisane na nie mniej niż 20 lat i tworzone w porozumieniu z lokalnymi partnerami społecznymi — żeby nie powtórzyć Wałbrzycha.
  • Państwowy plan rozwoju i jeden fundusz koordynujący kluczowe inwestycje w nowy przemysł, infrastrukturę i technologie, zamiast dziesiątek nieskoordynowanych programów.
  • Zniesienie konstytucyjnego limitu 60% długu (art. 216) — uznaniowej bariery blokującej inwestycje o długim okresie zwrotu — oraz skierowanie całości wpływów z handlu emisjami na zmniejszenie emisji.
  • Przystępna cenowo energia jako prawo — ceny prądu i ciepła nie rosną szybciej niż emerytura minimalna, a koszty osłon ponoszą spółki paliw kopalnych.

Źródła i dalsza lektura