Przemysł i technologie

Nazwa całego działu programu Razem — „Polska z atomu, krzemu i stali" — układa się w hierarchię celów. Atom i odnawialne źródła to fundament: tania i czysta energia. Krzem to półprzewodniki, maszyny, technologie, w których o pozycji kraju decyduje wiedza. Stal to ciężki przemysł, który tę energię i te technologie zamienia w wyroby. Energetyka jest tu środkiem, a celem jest nowoczesny przemysł, który daje dobrze płatną pracę i uniezależnia Polskę od decyzji zapadających gdzie indziej. Bez własnego przemysłu i własnych kompetencji zostaje montownia — miejsce, w którym składa się cudze komponenty według cudzego projektu, dopóki komuś się to opłaca.

Ten hub zbiera trzy filary tej samej idei: tanią energię jako warunek przemysłu, budowę kompetencji w dziedzinach strategicznych oraz cyfrową suwerenność państwa. Wspólnym mianownikiem jest silne państwo, które planuje rozwój na dekady i bierze za niego odpowiedzialność, zamiast czekać, aż rynek dostrzeże okazję na szybki zysk.

Dlaczego bez taniej energii nie ma polskiego przemysłu?

Dla huty, zakładu chemicznego czy odlewni aluminium cena prądu nie jest jedną z wielu pozycji w kosztach. Przy udziale, jaki energia ma w rachunku takiej produkcji, to ona rozstrzyga, czy zakład w ogóle się opłaca. Gdy prąd jest drogi i nieprzewidywalny, produkcja przenosi się tam, gdzie jest tańszy — a razem z nią wędrują miejsca pracy i zdolności wytwórcze całego kraju.

Dlatego program Razem wiąże energetykę wprost z reindustrializacją. System oparty na dużych blokach jądrowych i odnawialnych źródłach ma dawać ceny stabilne, przewidywalne i niskie — takie, jakich nie zapewni energetyka oparta na drożejącym węglu i uprawnieniach do emisji. To nie jest kwestia komfortu odbiorców, tylko warunek istnienia energochłonnego przemysłu: hutnictwa, chemii, cementu, aluminium. Jak wygląda ten rachunek dla konkretnych branż, rozwija tekst o stali, chemii i aluminium.

Punktem odniesienia jest tu skala inwestycji energetycznej, wokół której obraca się cały ten dział. Razem zapowiada oparcie systemu o co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW oraz odnawialne źródła energii. To jest fundament, na którym reszta ma stanąć: tania energia, która sprawia, że produkcja w Polsce ma sens. Bez niej dyskusja o półprzewodnikach i o reindustrializacji pozostaje pobożnym życzeniem.

Kolejność jest tu istotna i wynika wprost z nazwy działu. Najpierw atom i odnawialne źródła jako źródło taniego prądu, dopiero potem krzem i stal, które ten prąd zużywają. Odwrócenie tej kolejności — budowanie ambitnego przemysłu na drogiej, importowanej energii — kończy się tam, gdzie kończą się dziś europejskie zakłady energochłonne przenoszące produkcję za granicę. Program wiąże więc modernizację sieci przesyłowej i dystrybucyjnej z reindustrializacją w jeden pakiet, bo bez zdolnej do przesyłu sieci nawet tania energia nie dotrze tam, gdzie stoją fabryki.

Co znaczy „Polska sama wytwarza, a nie montuje"?

Można kupić elektrownię jądrową, fabrykę chipów albo linię produkcyjną. Trudniej kupić ludzi, którzy potrafią te rzeczy zaprojektować, uruchomić, naprawić i rozwinąć. Bez własnych inżynierów, techników i naukowców kraj pozostaje zależny od tego, kto sprzedał sprzęt i kto go serwisuje — a wartość ucieka wraz z licencjami i umowami serwisowymi.

Program Razem odpowiada na to programem budowy kompetencji w dziedzinach strategicznych: energetyce jądrowej, produkcji półprzewodników i produkcji maszyn. Rzecz w tym, że w tych dziedzinach o pozycji kraju rozstrzygają ludzie i wiedza, a nie sam kapitał. Najdroższa inwestycja bez zaplecza kadrowego i badawczo-rozwojowego zostaje wyspą obsługiwaną z zewnątrz — działa, ale nie buduje wokół siebie polskiej gospodarki. Dlatego reindustrializacja w wydaniu Razem zaczyna się od kształcenia kadr i budowy zaplecza B+R, żeby wartość i miejsca pracy zostawały w kraju. Co to oznacza dla samych półprzewodników i technologii jądrowych, pokazuje tekst o kompetencjach strategicznych.

Ta logika spina energetykę z całą filozofią gospodarczą programu. Chodzi o gospodarkę, która konkuruje jakością i technologią, a nie najniższą płacą — o kraj, który stoi wyżej w łańcuchu wartości niż podwykonawca składający cudze części. Reindustrializacja w tym ujęciu jest strategicznym wyborem: przemysł czysty, nowoczesny i wysoko wyspecjalizowany, oparty na taniej energii z atomu i OZE.

Warto zauważyć, że te same kompetencje spinają ze sobą wszystkie trzy filary tego działu. Ludzie zdolni obsłużyć reaktor jądrowy, zaprojektować układ scalony i utrzymać publiczną infrastrukturę danych to w dużej mierze te same środowiska inżynierskie i naukowe. Inwestycja w kadry dla energetyki jądrowej owocuje więc również w cyfrowej suwerenności i odwrotnie — dlatego program traktuje budowę kompetencji jako jeden wysiłek, a nie zestaw osobnych branżowych programów. Zaplecze badawczo-rozwojowe jest tu wspólnym dobrem, z którego korzysta cały nowy przemysł.

Czym jest cyfrowa suwerenność i dlaczego to sprawa przemysłowa?

Coraz więcej danych obywateli i instytucji państwa leży dziś na serwerach kilku zagranicznych korporacji, w chmurach, których zasad i cen Polska nie ustala. Bywa to wygodne — dopóki dostawca nie podniesie opłat, nie zmieni warunków albo nie stanie się kartą przetargową w cudzej polityce. Zależność cyfrowa jest mniej widoczna niż energetyczna, ale rządzi się tym samym prawem: kto kontroluje infrastrukturę, ten dyktuje warunki.

Razem traktuje cyfrową suwerenność jako część bezpieczeństwa państwa i odpowiada inwestycją w publiczną infrastrukturę przetwarzania danych oraz oparciem instytucji państwowych o wolne oprogramowanie. Publiczna instytucja zamknięta w oprogramowaniu jednego dostawcy traci kontrolę nad własnymi danymi, płaci rosnące licencje i nie może łatwo zmienić usługodawcy. Chodzi o to, żeby tej klatki nie budować — oprzeć państwo o rozwiązania, których nikt nie może z dnia na dzień wyłączyć ani zdrożyć.

W czasach, gdy dostęp do usług cyfrowych bywa elementem nacisku politycznego między państwami, kontrola nad własną infrastrukturą danych przestaje być kwestią wygody administracji, a staje się kwestią odporności kraju. Ten sam mechanizm, który każe Razem budować suwerenność energetyczną na krajowych źródłach, każe budować suwerenność cyfrową na krajowej, publicznej infrastrukturze.

Do tego dochodzi zasada otwartości: oprogramowanie wytworzone za środki publiczne ma być co do zasady dostępne wraz z kodem źródłowym. Skoro za dany program zapłacili podatnicy, powinien on służyć wspólnocie, a nie być zamknięty w prywatnym produkcie i sprzedawany państwu na nowo przy każdej aktualizacji. Otwarty kod raz opłacony z budżetu może działać w wielu instytucjach naraz, poddaje się niezależnej kontroli bezpieczeństwa i nie wiąże państwa z jednym dostawcą na lata.

Cyfrowa suwerenność jest przy tym drugą stroną tej samej reindustrializacji. Publiczna infrastruktura przetwarzania danych to nie tylko serwery gdzieś w tle administracji — to również popyt na krzem, na kadry i na technologie, które program chce wytwarzać w kraju. Państwo, które buduje własne centra danych i opiera się o wolne oprogramowanie, samo staje się odbiorcą polskiego przemysłu wysokich technologii, zamiast wyłącznie kupować gotowe usługi zza granicy. Szerzej rozwija ten wątek tekst o cyfrowej suwerenności.

Skąd wziąć pieniądze na przemysł przyszłości?

Program przemysłowy tej skali wymaga instrumentów, które dziś w Polsce nie istnieją albo są związane sztywnymi regułami. Razem odpowiada zniesieniem zapisanego w Konstytucji uznaniowego limitu 60% długu publicznego w relacji do PKB, który ogranicza możliwości rozwojowe państwa, oraz jednym państwowym funduszem koordynującym kluczowe inwestycje w tworzenie nowego przemysłu, budowę infrastruktury i wdrażanie innowacyjnych technologii.

Sedno tej propozycji to długoterminowy, ambitny plan rozwoju gospodarczego — świadome kierowanie środków tam, gdzie zależy od tego przyszłość kraju, a nie tam, gdzie prywatny inwestor widzi najszybszy zwrot. Przemysł jądrowy, półprzewodnikowy czy maszynowy nie powstaje w cyklu kwartalnym; potrzebuje horyzontu liczonego w dekadach i państwa gotowego ten horyzont utrzymać.

Jeden fundusz koordynujący kluczowe inwestycje ma tu jeszcze jedno zadanie: spinać rozproszone wysiłki, żeby elektrownia jądrowa, program kompetencji i infrastruktura cyfrowa nie były realizowane w oderwaniu od siebie, każde przez inną instytucję i według innego kalendarza. Program przeciwstawia to dotychczasowej praktyce, w której publiczne pieniądze rozchodzą się na doraźne dopłaty i wsparcie dla wielkiego biznesu bez strategicznego kierunku. Zamiast tego państwo ma inwestować z planem — i z odpowiedzialnością za efekt liczony w dekadach, a nie w jednej kadencji.

Zestawienie trzech filarów tego działu — energia, kompetencje, dane — jako jednej strategii przemysłowej jest ujęciem redakcyjnym, poglądowym; wiążący pozostaje tekst programu.

Co proponuje Razem

  • Tania i czysta energia jako fundament przemysłu. System oparty o co najmniej 8 bloków jądrowych o mocy minimum 12 GW oraz OZE ma dawać stabilne, niskie ceny, dzięki którym hutnictwo, chemia i aluminium mają w Polsce sens.
  • Reindustrializacja „Polska sama wytwarza, nie montuje". Czysty, nowoczesny przemysł zamiast montowni zależnej od cudzych komponentów; gospodarka konkurująca jakością i technologią.
  • Program budowy kompetencji strategicznych. Kształcenie kadr i zaplecze B+R w energetyce jądrowej, produkcji półprzewodników i maszyn, żeby wartość i praca zostawały w kraju.
  • Cyfrowa suwerenność państwa. Publiczna infrastruktura przetwarzania danych, wolne oprogramowanie w instytucjach i otwartość kodu wytworzonego za publiczne pieniądze.
  • Instrumenty finansowania. Zniesienie konstytucyjnego limitu długu 60% PKB i jeden państwowy fundusz koordynujący kluczowe inwestycje w ramach długoterminowego planu rozwoju.

Trzy teksty rozwijają po kolei każdy z filarów: stal, chemia, aluminium, półprzewodniki i kompetencje oraz cyfrowa suwerenność. Jak tania energia napędza całą gospodarkę, opisuje siostrzany serwis Razem dla gospodarki; jak państwo ma opodatkować wielki tech, który zarabia w Polsce — tamtejszy tekst o podatku cyfrowym.

Źródła i dalsza lektura