Atom dla Polski

Polski atom przez dwie dekady istniał głównie w prezentacjach. Kolejne rządy zapowiadały elektrownię, wyznaczały lokalizację, przesuwały termin — i żaden nie wbił łopaty. Razem stawia sprawę inaczej i konkretnie: polski system energetyczny ma stać na dużych elektrowniach jądrowych i odnawialnych źródłach, z co najmniej 8 blokami jądrowymi o łącznej mocy minimum 12 GWtak brzmi pierwszy punkt rozdziału „Polska z atomu, krzemu i stali" deklaracji programowej z 2025 roku. To nie jest osobny, techniczny postulat energetyczny. To fundament pomysłu Razem na państwo, które samo planuje swoją przyszłość: czysty, sterowalny prąd jako paliwo reindustrializacji, a nie towar, którego cenę dyktuje rynek gazu i humor sąsiadów.

Ten hub zbiera artykuły, które rozkładają ten plan na części — ile mocy trzeba wymienić, czemu duże bloki, a nie gaz i nie małe reaktory, oraz skąd wziąć na to pieniądze. Poniżej krótka mapa całości.

Ile mocy Polska musi wymienić — i dlaczego to pilne?

Skala zadania bywa niedoceniana, bo mówi się o „jednej elektrowni jądrowej", a problem jest o rząd wielkości większy. Jak wylicza Razem w stanowisku „Kierunki rozwoju polskiej energetyki" z 2023 roku, do 2030 roku Polska będzie musiała wymienić urządzenia produkujące prąd o łącznej mocy prawie 20 GW — ponad połowę mocy wszystkich krajowych elektrowni. Wysłużonych bloków węglowych nie da się remontować w nieskończoność, a zapotrzebowanie rośnie, bo elektryfikuje się transport, ogrzewanie i przemysł. Kanon Razem szacuje, że w 2050 roku krajowe zapotrzebowanie na energię elektryczną sięgnie około 300 TWh rocznie.

Stąd bierze się liczba osiem. Nie z licytacji na ambicje, tylko z arytmetyki mocy do wymiany. Rządowy Program polskiej energetyki jądrowej zakłada dwie elektrownie o łącznej mocy 6–9 GWe, a po aktualizacji z 2025 roku pierwszy blok ma ruszyć dopiero w 2036 roku. Razem ocenia ten program jako niedostatecznie ambitny i wskazuje, że uruchomienie pierwszego reaktora jest możliwe już w 2035 roku, a docelowo potrzeba kilkunastu gigawatów mocy jądrowych. Skąd dokładnie bierze się osiem bloków i 12 GW, jak ta liczba ma się do harmonogramu rządu i ile z tego wynika dla bezpieczeństwa dostaw — rozkładamy w tekście 8 bloków jądrowych, 12 gigawatów.

Mandat społeczny dla takiego planu istnieje i rośnie. Gdy Razem podawało w programie poparcie dla budowy elektrowni jądrowych na poziomie 62,5%, wynik uchodził za wysoki; na przełomie listopada i grudnia 2025 roku badanie na zlecenie resortów klimatu i energii pokazało już 91,9%. Mało który wielki projekt publiczny w Polsce cieszy się taką zgodą ponad podziałami.

Dlaczego duże bloki, a nie gaz?

Wiatr i słońce są tanie, ale zależą od pogody — bywają nieobecne w pracy. Ktoś musi je wtedy ubezpieczyć źródłem sterowalnym, i cała stawka polega na tym, kto. W modelu niemieckim tę rolę gra importowany metan; w modelu fińskim i francuskim — atom. Różnica w emisjach jest ogromna. Razem zestawiło ją w stanowisku ws. PEP2040: w 2020 roku każda kilowatogodzina z polskiej sieci oznaczała 710 gramów CO2, w Niemczech ponad 310, w Finlandii 64, we Francji 60 — prawie dziesięciokrotna przepaść między Polską a krajami z atomem w podstawie systemu.

Gaz jako rezerwa nie domyka transformacji z dwóch powodów. Po pierwsze klimat: wycieki metanu przy wydobyciu i transporcie sprawiają, że elektrownie gazowe bywają dla atmosfery równie szkodliwe co węglowe. Po drugie geopolityka: rezerwa na importowanym paliwie utrwala zależność, którą inwazja Rosji na Ukrainę obnażyła aż nadto. Dlatego Razem nie wybiera między atomem a OZE, tylko łączy jedno z drugim — sterowalna podstawa jądrowa pozwala bezpiecznie rozbudowywać tanie źródła odnawialne, bez rezerwowania ich elektrowniami gazowymi. Jak wygląda ten wybór na przykładzie dwóch sąsiadów, którzy poszli w przeciwne strony, pokazujemy w tekście model fiński zamiast niemieckiego.

Za dużymi blokami przemawia też ekonomia całego systemu. Źródła pogodozależne generują koszty, których nie widać w cenie samego panelu czy turbiny — rezerwowanie mocy, rozbudowę sieci, bilansowanie. Według analiz OECD NEA przywoływanych przez World Nuclear Association koszty systemowe źródeł pogodozależnych sięgają 8–50 USD/MWh, wobec 1–3 USD/MWh dla energetyki jądrowej. Duży, sterowalny blok jest tu kotwicą, która stabilizuje rachunek, a nie kolejnym źródłem, które trzeba ubezpieczać.

A małe reaktory modułowe — czy nie prościej?

Małe reaktory modułowe (SMR) zrobiły w polskiej debacie karierę, zanim jakikolwiek zaczął pracować na Zachodzie. Prezentacje obiecują seryjną produkcję w fabryce i reaktor niemal w każdym powiecie. Razem patrzy na tę technologię życzliwie, ale trzeźwo: w stanowisku ws. PEP2040 partia zapisała, że SMR-y „pomimo intensywnego marketingu, nie będą gotowe do budowy wystarczająco szybko, by oprzeć na nich transformację energetyczną".

Liczby to potwierdzają. Tegoroczna edycja SMR Dashboard Agencji Energii Jądrowej OECD liczy 127 projektów SMR na świecie, z czego tylko 7 działa lub jest w budowie — i żaden komercyjny na Zachodzie. Kraj, który do 2030 roku musi wymienić prawie 20 GW, potrzebuje technologii dostępnej dziś, w przewidywalnej cenie i z referencyjnymi realizacjami. Kanon nie skreśla przy tym małych reaktorów — widzi dla nich zadanie w drugiej fazie programu, przy zastępowaniu wygaszanych bloków węglowych 200–300 MW, gdy technologia dojrzeje. To rozróżnienie faz, a nie niechęć do nowinek, rozkładamy w tekście SMR-y bez złudzeń.

Kto za to zapłaci?

Każda rozmowa o dekadzie wielkich budów prędzej czy później trafia na pytanie o pieniądze — i od odpowiedzi na nie zależy więcej niż od sporów o technologie. Budżetu sklejanego z roku na rok taki program nie udźwignie. Razem odpowiada trzema ruchami naraz.

Pierwszy to koniec marnowania pieniędzy, które już są. Polska co roku sprzedaje na aukcjach uprawnienia do emisji CO2 i całość wpływów zapisuje po stronie dochodów budżetu. W „Kierunkach" Razem ujęło to jednym zdaniem: te ponad 20 miliardów złotych rocznie jest w budżecie rozmywane, zamiast pokrywać koszty transformacji. Najkrótszym komentarzem jest kontrola NIK: w latach 2013–2023 sprzedaż uprawnień zasiliła budżet łącznie kwotą około 94 mld zł, z czego wprost na redukcję emisji trafiło około 1,3%. Drugi ruch to zniesienie zapisanego w Konstytucji uznaniowego limitu 60% długu publicznego, który jednakowo hamuje pożyczki na bieżącą konsumpcję i na elektrownie oddające prąd przez sześćdziesiąt lat. Trzeci to jeden państwowy fundusz koordynujący kluczowe inwestycje, zamiast rozpraszania kapitału po dziesiątkach osobnych programów. Całość — fundusz, dług i ETS — rozpisujemy w tekście kto zapłaci za atom i sieci.

Co ma wspólnego atom z krzemem i stalą?

Rozdział programu nazywa się „Polska z atomu, krzemu i stali" nieprzypadkowo. Energetyka nie jest tu celem samym w sobie — jest filarem reindustrializacji. Tani, czysty i sterowalny prąd to warunek, żeby w Polsce opłacało się produkować półprzewodniki, maszyny i leki, a nie tylko montować cudze komponenty. Dlatego program spina atom z budową kompetencji w dziedzinach strategicznych — energetyką jądrową, produkcją półprzewodników i maszyn — oraz z gwarancją, że pracownikom wygaszanych zakładów przysługuje dobrze opłacana praca w tym samym regionie, w myśl zasady „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle".

Samodzielność energetyczna nie oznacza przy tym autarkii. Chodzi o rzecz prostszą: żeby o cenie prądu w polskim gniazdku i o bezpieczeństwie dostaw nie decydował ani rynek gazu, ani sąsiedzi. Wielkie inwestycje publiczne tworzą przy okazji dobrze płatne miejsca pracy i zamówienia dla krajowego przemysłu — o tym, dlaczego tania energia to fundament konkurencyjności przemysłu, piszemy szerzej w siostrzanym serwisie o gospodarce, a o tym, dlaczego wielkie programy technologiczne wymagają państwa, a nie tylko rynku — w serwisie o nauce.

Co proponuje Razem

Oprzemy polski system energetyczny o duże elektrownie jądrowe oraz odnawialne źródła energii. Zbudujemy co najmniej 8 bloków jądrowych, o łącznej mocy minimum 12 GW. Zmodernizujemy sieć przesyłową i dystrybucyjną.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Polska z atomu, krzemu i stali”, partiarazem.pl
  • Co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW — jądrowa podstawa systemu, obok szerokiej rozbudowy OZE, na wzór Finlandii i Francji, nie niemieckiej pary OZE plus importowany gaz.
  • Duże, sprawdzone bloki jako fundament; SMR-y dopiero w drugiej fazie — do zastępowania wygaszanych bloków węglowych 200–300 MW, gdy technologia dojrzeje do seryjnej budowy.
  • Modernizacja sieci przesyłowej i dystrybucyjnej — bez niej ani atom, ani odnawialne źródła nie dostarczą prądu tam, gdzie jest potrzebny.
  • Program budowy kompetencji w dziedzinach strategicznych, z energetyką jądrową na czele — kadry, uczelnie i polski przemysł jako dostawca.
  • Jeden państwowy fundusz koordynujący kluczowe inwestycje, zniesienie konstytucyjnego limitu 60% długu i skierowanie całości wpływów z systemu handlu emisjami na redukcję emisji w gospodarce.
  • Sprawiedliwa transformacja regionów — za każde likwidowane stanowisko nowe miejsce pracy w przemyśle, w tym samym regionie.

Źródła i dalsza lektura

Najczęstsze pytania

Ile bloków jądrowych i jakiej mocy chce zbudować Razem?

Razem chce oprzeć polski system energetyczny o co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW, razem z odnawialnymi źródłami energii — to pierwszy punkt rozdziału „Polska z atomu, krzemu i stali" deklaracji programowej z 2025 roku.

Dlaczego Razem stawia na duże elektrownie jądrowe, a nie na gaz jako źródło rezerwowe dla OZE?

Bo gaz utrwala zależność od importu i generuje wysokie emisje przy wydobyciu i transporcie, podczas gdy sterowalny atom pozwala bezpiecznie rozbudowywać tanie OZE — w 2020 roku każda kWh z polskiej sieci oznaczała 710 g CO2, we Francji z atomem w podstawie tylko 60 g (stanowisko ws. PEP2040).

Czy małe reaktory modułowe (SMR) mają miejsce w planie Razem?

Razem patrzy na SMR-y życzliwie, ale wskazuje, że „nie będą gotowe do budowy wystarczająco szybko, by oprzeć na nich transformację energetyczną" — widzi dla nich zadanie dopiero w drugiej fazie, przy zastępowaniu wygaszanych bloków węglowych 200–300 MW (stanowisko ws. PEP2040).

Skąd Razem chce wziąć pieniądze na budowę elektrowni jądrowych i modernizację sieci?

Razem proponuje skierowanie całości wpływów z aukcji uprawnień do emisji CO2 (ponad 20 mld zł rocznie) na zmniejszenie emisji w gospodarce, z koncentracją na modernizacji energetyki (stanowisko „Kierunki rozwoju polskiej energetyki"), a w deklaracji programowej — zniesienie konstytucyjnego limitu 60% długu publicznego i jeden państwowy fundusz koordynujący kluczowe inwestycje w nowy przemysł, infrastrukturę i technologie (deklaracja programowa 2025).

Kto zapłaci za atom i sieci? Państwowy fundusz i koniec dogmatu 60 procent

Do 2030 roku Polska będzie musiała wymienić elektrownie o mocy prawie 20 GW, a Razem chce oprzeć system o co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW. Takich inwestycji nie udźwignie budżet sklejany z roku na rok. Odpowiedź programowa: jeden państwowy fundusz koordynujący kluczowe inwestycje, zniesienie konstytucyjnego limitu 60% długu i miliardy z ETS kierowane w transformację zamiast rozmywania ich w budżecie.

Atom dla Polski

SMR-y bez złudzeń — fundamentem transformacji są duże bloki

Małe reaktory modułowe zrobiły w Polsce karierę, zanim jakikolwiek zaczął działać na Zachodzie. Razem patrzy na SMR-y bez wrogości, ale i bez złudzeń: fundamentem transformacji muszą być duże, sprawdzone bloki jądrowe — co najmniej 8, o łącznej mocy minimum 12 GW — a małe reaktory mogą przydać się później, w drugiej fazie programu.

Atom dla Polski

Prąd znacznie czystszy: model fiński zamiast niemieckiego

W 2020 roku każda kilowatogodzina z polskiej sieci oznaczała 710 gramów CO2 — we Francji 60, w Finlandii 64. Razem w stanowisku ws. PEP2040 postawiło sprawę jasno: Polska wybiera między modelem niemieckim, gdzie wiatr i słońce ubezpiecza importowany gaz, a fińskim, gdzie robi to atom. Różnica w emisjach jest niemal dziesięciokrotna.

Atom dla Polski