Za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle

Do 2030 roku będzie trzeba wymienić urządzenia produkujące energię elektryczną o łącznej mocy prawie 20 GW, a w górnictwie węgla kamiennego pracuje dziś około 75 tysięcy osób. Razem chce spiąć wielki program inwestycji energetycznych z gwarancją zatrudnienia: za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle, w tym samym regionie.

Grupa górników w hełmach z lampami czeka na zjazd do kopalni przed poranną szychtą (fot. Russell Lee, 1946).

Do 2030 roku będzie trzeba wymienić urządzenia produkujące energię elektryczną o łącznej mocy prawie 20 GW — ponad połowę ogólnej mocy polskich elektrowni. Tak brzmi diagnoza ze stanowiska Razem „Kierunki rozwoju polskiej energetyki" i łatwo ją czytać czysto technicznie: tyle bloków, tyle megawatów, taki harmonogram. Za każdym z tych bloków stoją jednak załogi kopalń i elektrowni oraz miasta, które żyją z ich wypłat. Polska raz już przeszła transformację robioną bez planu — Wałbrzych spłacał ją przez ćwierć wieku. Dlatego Razem proponuje, żeby tym razem wielka przebudowa energetyki była od pierwszego dnia spięta z gwarancją zatrudnienia, według zasady zapisanej w deklaracji programowej: za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle.

Ile osób żyje dziś z węgla

Skala wyzwania jest policzalna i dobrze opisana — zarówno przez agendy państwa, jak i przez niezależne ośrodki badawcze.

Dane. Według Agencji Rozwoju Przemysłu w połowie 2024 roku górnictwo węgla kamiennego zatrudniało około 75 tys. osób, a w ciągu kolejnego roku zatrudnienie zmalało o około 3 tys. Instytut Badań Strukturalnych szacował, że w 2019 roku sektor zatrudniał 83 tys. osób, z czego 89% na Śląsku. Podpisana w 2021 roku umowa społeczna zakłada wydobycie węgla kamiennego aż do 2049 roku. Jak kończy się wygaszanie przemysłu bez planu, pokazał Wałbrzych: po likwidacji kopalń w latach 90. pracę straciło około 14 tys. górników, a bezrobocie w mieście sięgnęło 38–40% (analiza naukowa skutków).

Wałbrzych jest w tej opowieści punktem odniesienia, bo tam wszystko poszło dokładnie odwrotnie, niż powinno. Kopalnie zamknięto szybko, osłony wygasły po kilku latach, nowych zakładów w ich miejsce nie postawił nikt. Miasto zapadło się gospodarczo na dekady, a częścią lokalnego krajobrazu stały się biedaszyby — ludzie, którym zabrano etaty pod ziemią, kopali węgiel na własną rękę, bez żadnych zabezpieczeń. O tej lekcji mówił Adrian Zandberg podczas sejmowej konferencji ze związkowcami z kopalni Bogdanka w lutym 2025 roku:

Sprawiedliwa transformacja to transformacja, w której na każde miejsce pracy, które w przemyśle znika, musi pojawić się nowe miejsce pracy w przemyśle. Zmiany muszą brać pod uwagę lokalne społeczności. To jest niezmiernie ważne w przypadku Bogdanki, ponieważ tam mamy dziś do czynienia z gospodarczą monokulturą. Nierozsądnie przeprowadzona transformacja może skończyć się tak, jak skończyła się w przypadku Wałbrzycha — społeczną tragedią.— Adrian Zandberg, konferencja ze związkowcami z LW Bogdanka, Sejm, 18 lutego 2025 (za: Lublin112, 19.02.2025)

Monokultura gospodarcza oznacza, że kopalnia utrzymuje w regionie także handel, usługi i budżety gmin. Zamknięcie jej bez alternatywy wywraca całą lokalną gospodarkę, a rachunek za to — zasiłki, wyludnienie, ochrona zdrowia, policja — i tak trafia do budżetu państwa, tylko rozłożony na dziesięciolecia.

Mechanizm: praca, która obniża koszt transformacji

Gwarancja zatrudnienia bywa zbywana jako drogi socjal. W stanowisku Razem w sprawie kryzysu inflacyjnego z 2022 roku opisano ją odwrotnie — jako narzędzie, które czyni przebudowę energetyki tańszą. Warto przytoczyć ten fragment dosłownie, bo mechanizm ma kilka ogniw i szkoda go spłaszczać:

Prace organizowane w ramach gwarancji zatrudnienia obniżą koszt transformacji energetycznej. Energooszczędne budownictwo, przydomowa fotowoltaika i inne rozwiązania stosowane w gospodarstwach domowych zmniejszą popyt na energię, a w konsekwencji jej cenę. Dodatkowo, oferując pracę lokalnie, ograniczymy znaczenie cen paliw w codziennych wydatkach gospodarstw domowych.

Stanowisko Rady Krajowej Razem w sprawie kryzysu inflacyjnego, luty 2022

Rozłóżmy to na części. Transformacja i tak wymaga ogromnej ilości pracy: ociepleń budynków, wymiany źródeł ciepła, montażu instalacji fotowoltaicznych, robót przy sieciach. Jeżeli te zadania wykonują ludzie zatrudnieni w ramach gwarancji — w tym pracownicy wygaszanych zakładów — państwo płaci raz, za pożyteczną pracę, zamiast płacić dwa razy: osobno za zasiłki i skutki bezrobocia, osobno za wykonawców tych samych robót. Drugie ogniwo działa po stronie popytu: ocieplony dom i przydomowa instalacja zmniejszają zużycie energii z sieci, a gdy spada popyt, spada presja na cenę. Trzecie jest najprostsze: praca oferowana lokalnie ogranicza wydatki na dojazdy i paliwo. Gwarancja zatrudnienia nie obniża więc rachunku za prąd bezpośrednio — obniża koszt transformacji, a dopiero transformacja i mniejszy popyt ciągną cenę w dół. To samo stanowisko precyzuje, że sektor publiczny zapewniałby w ramach gwarancji „stanowiska zgodne z przepisami kodeksu pracy" — chodzi o pełnoprawne etaty, a nie o roboty publiczne na umowach śmieciowych, z którymi Razem chce skończyć w całej gospodarce.

Koncepcja ma przy tym porządne zaplecze teoretyczne. Ekonomistka Pavlina Tcherneva z Levy Economics Institute opisuje gwarancję zatrudnienia jako automatyczny stabilizator: program rozrasta się w kryzysie, kurczy w koniunkturze, a katalog zadań definiują lokalne społeczności — u nas naturalnym katalogiem są właśnie prace transformacyjne.

Co proponuje Razem

Uruchomimy programy dla grup zawodowych i regionów, które dziś zależne są od konwencjonalnych źródeł energii. Pracownikom wygaszanych przedsiębiorstw zagwarantujemy dobrze opłacaną pracę w tym samym regionie, w myśl zasady „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle”.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Polska z atomu, krzemu i stali”, partiarazem.pl
  • Regionalne programy gwarancji zatrudnienia — samorządy będą mogły tworzyć użyteczne społecznie miejsca pracy, finansowane z budżetu centralnego (Deklaracja programowa 2025, rozdz. „Państwo po stronie pracujących").
  • Program transformacji dla każdego regionu rozpisany na nie mniej niż 20 lat, tworzony w porozumieniu z lokalnymi partnerami społecznymi i gospodarczymi („Kierunki rozwoju polskiej energetyki", 2023).
  • Na każde zlikwidowane miejsce pracy powstanie nowe — „znaczna część z nich będzie w nowym państwowym przemyśle", a specyfika każdego zakładu będzie konsultowana z lokalną społecznością („Kierunki", 2023).
  • Kursy przekwalifikowujące i wsparcie materialne na czas zmiany miejsca zatrudnienia („Kierunki", 2023).

Skąd konkretnie wezmą się nowe miejsca pracy? Z inwestycji, które i tak trzeba przeprowadzić. Budowa i obsługa nowych mocy to dziesiątki tysięcy etatów w regionach: piszemy osobno o tym, że moce wiatru na lądzie można nawet podwoić, oraz o tym, skąd wziąć kapitał na całą przebudowę — jeden państwowy fundusz koordynujący inwestycje energetyczne. Deklaracja mówi przy tym o pracy „dobrze opłacanej" — warunki płacowe w nowych zakładach wiążą się wprost z postulatami godnej płacy minimalnej i jawności wynagrodzeń, które Razem stawia dla całego rynku pracy.

Na końcu tego łańcucha jest odbiorca energii. Transformacja przeprowadzona planowo — z gwarancją zatrudnienia obniżającą jej koszt i z mniejszym popytem dzięki termomodernizacji — służy temu, żeby prąd i ciepło były tanie dla wszystkich; zasadę, że ceny prądu i ciepła nie mogą rosnąć szybciej niż najniższa emerytura, opisujemy osobno. Sprawiedliwość tej operacji rozstrzygnie się jednak w Bogdance, na Śląsku i w Bełchatowie. Jeśli ludzie, którzy przez dekady dawali Polsce prąd, dostaną w zamian dobrze płatną pracę w swoim regionie, transformacja będzie miała społeczne poparcie. Jeśli dostaną los Wałbrzycha — poparcia nie będzie i słusznie.

Źródła i dalsza lektura