Coraz więcej danych obywateli i instytucji państwa leży dziś na serwerach kilku zagranicznych korporacji, w chmurach, których zasad i cen Polska nie kontroluje. To wygodne do czasu — dopóki dostawca nie podniesie opłat, nie zmieni warunków albo nie stanie się kartą przetargową w cudzej polityce. Razem traktuje cyfrową suwerenność jak część bezpieczeństwa państwa.
Uzależnienie, które łatwo przeoczyć
Zależność cyfrowa jest mniej widoczna niż zależność energetyczna, ale działa podobnie: kto kontroluje infrastrukturę, ten dyktuje warunki. Publiczne instytucje zamknięte w zamkniętym oprogramowaniu jednego dostawcy tracą kontrolę nad własnymi danymi, płacą rosnące licencje i nie mogą łatwo zmienić usługodawcy. Razem chce to odwrócić: zbudować publiczną infrastrukturę przetwarzania danych i oprzeć instytucje państwowe o wolne oprogramowanie, którego nikt nie może z dnia na dzień wyłączyć ani zdrożyć.
Do tego dochodzi zasada otwartości — oprogramowanie wytworzone za publiczne pieniądze ma być co do zasady dostępne wraz z kodem źródłowym. To, za co zapłacili podatnicy, powinno służyć wspólnocie, a nie zamykać jej w prywatnym produkcie.
Co proponuje Razem
Zainwestujemy w cyfrową suwerenność. Zamiast uzależniać państwo od amerykańskich korporacji, zbudujemy publiczną infrastrukturę przetwarzania danych. Oprzemy instytucje państwowe o rozwiązania oparte na wolnym oprogramowaniu.— Deklaracja programowa Razem — „Polska z atomu, krzemu i stali”, partiarazem.pl
- Publiczna infrastruktura przetwarzania danych zamiast uzależnienia od chmur kilku korporacji.
- Wolne oprogramowanie w instytucjach państwa — bez zamknięcia w produkcie jednego dostawcy.
- Otwartość kodu wytworzonego za środki publiczne — skoro powstał za publiczne pieniądze, ma być co do zasady dostępny wraz z kodem źródłowym.
Cyfrowa suwerenność łączy się z opodatkowaniem wielkiego techu, który zarabia w Polsce — pisze o tym siostrzany serwis o gospodarce w tekście o podatku cyfrowym. Więcej w dziale Przemysł i technologie.